
Dzień zaczynam o 6. Otwieram oczy i chcę je zamknąć ale tyk, tyk, tyk zegara uparcie przypomina, że to jeszcze nie niedziela i trzeba ruszyć szanowne litery.
Patrzę na śpiącą trójkę i uśmiecham się. Jestem szczęśliwa, że ich mam.
Idę do kuchni, włączam czajnik, zasypuję kawę rozpuszczalną do mojego różowego kubka, fusiatą do kubka M.
Słyszę tupot małych stópek i nawoływanie: "Mamusiu!"...